Witam wszystkich!
Wiem, miałam być systematyczna...miałam pisać post za postem, pracę historyczną za pracą, ćwiczyć wieczorem i chudnąć. Wszystko trafił szlag! Brak konsekwencji w moim życiu wprowadza w nim burdel. Nie podoba mi się to. Chciałabym coś zmienić, ale nie mam siły. Codziennie mówię sobie, "Ej Ania przecież masz jeszcze tyle czasu, żeby napisać esej o reformie wojskowej Gajusza Mariusza, masz tyle czasu do poprawy matury, nie spinaj dupy, wszystko będzie si!
tak kurwa właśnie widzę. Gajusz Mariusz zadany w listopadzie jeszcze nietknięty (na 19.03) do matury półtora miesiąca a ja jestem w czarnej dziurze,nie mówiąc o kolokwium z łaciny i lekturach ze starożytnej. Mam prawie 20 lat i kisiel zamiast mózgu, ot co!
W życiu mogłabym zostać degustatorem wina, albo pizzy. Byłabym najszczęśliwszą i najgrubszą babą pod słońcem.
Przeraża mnie przyszłość. Z jednej strony historia to interesujący, pociągający i fascynujący przedmiot, ale z drugiej strony pytania rodziców "i co potem?"...właśnie do cholery, co potem?! w dupę z takim krajem, gdzie nawet kierunki studiów są zjebane.
Póki co, prócz zaczynającej się, bądź powracającej depresji czuję się chyba źle. Otaczają mnie szczęśliwi ludzie, którzy czerpią radość z życia. Najchętniej zaszyłabym się gdzieś i oglądała filmy. oczywiście z butelką wina i lodami.
http://www.youtube.com/watch?v=asHNeJ4mILs&feature=fvst hans zimmer idealnie wpasowuje się w moje aktualne samopoczucie.
posprzątałaś ty już ten burdel?
OdpowiedzUsuń